Osiołkowi w żłoby dano – czyli o tym jak podejmujemy decyzje w życiu …

Jak podejmujemy decyzje w życiu ?

  • Czego potrzebujemy aby podjąć ważną dla nas decyzję ?
  • Czy w życiu lub w biznesie podejmujemy decyzję na podstawie plotek , czy na podstawie tego czego dowiemy się z opinii publicznej ?
  • Czy może, żeby podjąć ważną decyzję potrzebujemy twardych faktów, pogłębionych analiz ? …
  • W jakim stopniu dopuszczamy do podejmowania decyzji naszą logiczną część mózgu – czyli płaty przedczołowe i dlaczego na końcu i tak prym przejmuje emocjonalna część naszego mózgu – układ limbiczny ?

W ostatnim czasie przed ważną decyzją stajemy wszyscy, decyzją która dotyczy naszego życia, zdrowia, bezpieczeństwa. Ale ta decyzja dotyczy również bardzo dużej mierze naszego bezpieczeństwa finansowego, gospodarki kraju, świata i skutków jakie przyniesie kolejny tydzień, miesiąc, a może nawet rok lock down-u.

Mówiąc o tej ważnej decyzji mam na myśli odpowiedź na pytanie : Zaszczepić się przeciwko Covid 19 czy się nie zaszczepić ?

A jeśli tak to którą z „dostępnych” szczepionek to zrobić : „Porsche” , „Mercedes” czy „Audi” ?

Takie pytanie w ostatnich miesiącach zadaje sobie wiele osób. To chyba pierwsza w historii sytuacja kiedy ludzie nie wiedzą czy bardziej trzeba bać się choroby czy szczepienia.

Ale przypomnijmy sobie jak to było na początku, kiedy ludzkość stanęła przed ogólnoświatową pandemią.

Na początku były Chiny i cały świat przyglądał się z zaciekawieniem co się tam dzieje. Przeciętny Europejczyk, czy Amerykanin patrzył na epidemię jako coś co gdzie się gdzieś daleko, nas to nie dotyczy… Nie minęło kilka tygodni, a okazało się że dotyczy to jak najbardziej nas … wszystkich, nie zależnie od narodowości , koloru skóry czy stanu posiadania – wirus w błyskawicznym tempie rozprzestrzenił się po całym świecie – wobec pandemii wszyscy staliśmy się równi.

Kolejne informacje jakie docierały do nas z rożnych zakątków świata, o liczbie dziennych zachorowań , zgonów i kolejnych krajach do których dotarł wirus – pojawiający się pacjenci „0”. Dezorientacja bo z „wrogiem” na temat którego nie wiemy praktycznie nic ciężko jest walczyć . Tak zaczął się wyścig z czasem. Jak powstrzymać rozprzestrzenianie się wirusa aby móc przygotować służbę zdrowia na nie spotykaną dotąd ilość pacjentów.

Uniwersytety Medyczne, firmy farmaceutyczne, największe laboratoria na świecie rozpoczęły wyścig w poszukiwaniu szczepionki. Lock down którym została objęta praktycznie większość świata.

Dantejskie sceny w sklepach, znikające z półek sklepowych woda, papier toaletowy, konserwy, makarony, ryże  i inne produkty z długim terminem ważności. Dostępność środków do dezynfekcji, maseczek ochronnych czy rękawiczek jednorazowych spadła praktycznie do zera , a tam gdzie można było je dostać ceny sięgały zenitu. Nawet zakupienie zwykłej gumki do uszycia maseczki graniczyło z cudem – wiem coś o tym ponieważ sama szyłam maseczki dla rodziny i znajomych.

Po wielu miesiącach życia w izolacji z małymi przerwali na wakacje, wszyscy mamy dość siedzenia w zamknięciu, czekamy z utęsknieniem na lek, na szczepionkę która pozwoli na powrót do normalności. W pewnym też sensie, po tylu miesiącach to my już przyzwyczailiśmy się do życia z wirusem w tle . Jednak pojawia się nadzieja – się pierwsze „jaskółki” zwiastujące dobrą nowinę – pierwsze informacje, że jest szczepionka, nie chcąc wchodzić w krypto reklamę – pojawiła się pierwsza szczepionka i za moment po niej druga i trzecia.  W rok po pierwszym potwierdzonym przypadku Covid19 mamy 3 szczepionki dopuszczone do obrotu w Polsce i kolejne oczkujące na zatwierdzenie.

Czyli jest to na co czekaliśmy tyle miesięcy – jest nadzieja, że w końcu będzie normalnie. Rozpoczynają się szczepienia na całym świecie, kolejne kraje opracowują indywidualne programy szczepień – zaczynając od grupy najbardziej narażonej na zarażenie, grupy bez której nie poradzilibyśmy sobie z wirusem – personel medyczny, lekarze, pielęgniarki i służba zdrowia. Więc wydawałoby się, że już za chwileczkę, już za momencik dzięki szczepionce będziemy odporni na wirusa, co najmniej na tyle żeby w razie zarażenia przejść chorobę łagodnie, bez ryzyka wylądowania pod respiratorem, sztucznym  płucem czy w najgorszym wypadku bez ryzyka „wylogowania” się na stałe z tego świata. Czyli jest dobrze …?

I pojawia się drugie dno całej sprawy, ludzie zaczynają bardziej obawiać się szczepienia niż samej choroby …

Czyli teraz przestaliśmy się obawiać choroby, już nie czekamy na tą szczepionkę która jeszcze rok temu była nieosiągalna. Teraz nie będziemy się szczepić, żeby nas nie zachipowali – to jedna z teorii.

Kiedy na rynku pojawiła się 3 szczepionka – nad którą pracowali naukowcy z Uniwersytetu Oxfordzkiego i postanowiono nią zaszczepić nauczycieli – już nie chipów się obawiamy.  Teraz koncentrujemy się na tym, że te dwie pierwsze które aktualnie nie są dostępne są lepsze. Są też drożne to na pewno są lepsze. Fakt, różnica w cenie jest istotna – ta nowa kosztuje 1/5 tego co ta pierwsza i połowę tego co ta druga.  To jak jest tańsza to na pewno jest też gorsza… Chwilę po tym pojawia się informacja że u 15 % lekarzy i pielęgniarek zaszczepionych tą tzrzecią szczepionką we Francji pojawiły się skutki uboczne w postaci odczynów na ręce i złego samopoczucia w pierwszych dniach po podaniu szczepionki. To nic, że szczepionka ustrzegła ich przed chorobą bądź przed ciężkim jej przebiegiem – są dolegliwości jest dyskomfort.

To teraz jest kolejny powód dla którego nie chcemy się szczepić – dolegliwości poszczepienne. Zatem nie będziemy się szczepić tą szczepionką nr 3 chcemy szczepionkę nr 1 lub nr 2 ( przypomnę, że jeszcze niedawno to w nich miały być te chipy, druga sprawa to fakt że te szczepionki są niedostępne).

Pojawiały się komentarze, “nie będę się szczepił, bo to szczepionka drugiej kategorii”.

Ciekawa jestem ilu z tych, którzy się nie zapisali na szczepienia, chociaż mogli zadało sobie trud aby sprawdzić jak są skonstruowane te szczepionki, czym się one różnią i jak mogą działać, jakie objawy mogą się pojawiać po pierwszej, a jakie po drugiej dawce szczepienia. Śmiem twierdzić, że niewielu.

Kiedy opublikowałam pierwszą informację o tym, że jestem już po pierwszej dawce – wyprzedzając pytania dodam, że jako nauczyciel akademicki miałam taką możliwość i z niej skorzystałam- wiele osób ze zdziwieniem pytało ale skąd wiem, że to na Uniwersytecie Oksfordzkim ta szczepionka powstała. Byli widocznie zdziwieni. Informacje zarówno te gdzie szczepionka powstała,  jak i te dotyczące innych szczepionek, ich składu, sposobu działania, można bez problemu zdobyć, tylko trzeba chcieć po nie sięgnąć. Nie wszyscy jednak zadają sobie taki trud.

Nagle z grupy sceptyków uprawnionych do zapisów na szczepienie, zaczęli wyłaniać się zwolennicy szczepienia, tylko termin na zapisy już minął…

Zdziwieniem było też, że w moim przypadku nie było praktycznie żadnych skutków ubocznych tego szczepienia. Przecież powinnaś co najmniej dobę leżeć na wpół żywa po tej szczepionce. Cóż jestem jak najbardziej żywa i w pełni sił, świadomie podjęłam decyzję o tym że chcę się zaszczepić taką szczepionką jaka jest na tą chwilę dostępna.

Świadomie też zaplanowałam czas po szczepieniu, aby organizm miał komfort do wytwarzania przeciwciał zrobiłam sobie dwa dni wolnego od pracy i poświęciłam ten czas na odpoczynek,  przeczytanie książki i napisanie tego tekstu 😊 .

To jest cena jaką zapłaciłam za to, że nawet jak wirus i mnie dosięgnie to przejdę to łagodnie i nie zajmę respiratora czy sztucznego płuca bardziej potrzebującym pacjentom.

Zanim podjęłam decyzję sięgnęłam po analizy, fakty dotyczące szczepionki, które były dostępne zwłaszcza na brytyjskich stronach. Przeanalizowałam wszystkie Za i Przeciw. Wzięłam pod uwagę wszystkie możliwe alternatywy szanse i ryzyka z tym związane i podjęłam świadomą decyzję .

Nie staję po żadnej ze stron – każdy ma prawo do własnej decyzji do własnych wyborów i jakiekolwiek by one nie były szanuję – takie nasze prawo. Ale jeśli podejmujemy ważną dla nas decyzję warto jest ją dobrze przeanalizować .

Pozostawiam takie otwarte pytania:

Czy wiemy na jakiej podstawie podejmujemy swoje decyzje ? – nie tylko te dotyczące szczepienia, bo to może być tylko wierzchołek góry lodowej ?

Czy my tak naprawdę wiemy czego chcemy?

W jaki sposób nasza decyzja wpłynie na realizację naszych celów – co zyskamy co stracimy kiedy podejmiemy taką a nie inną decyzję ?

Chcemy swobody poruszania, a nie chcemy się szczepić ?

A w życiu też chcemy zjeść ciasteczko i mieć ciasteczko… , jakież to podobne.

Obserwujemy dramatycznie rosnące wydatki  budżetowe, a kiedy kończy się monopol dwóch firm na szczepionki i pojawia się tańsza – równie bezpieczna (bo przecież niebezpieczna nie byłaby dopuszczona do obrotu ) alternatywa, która jest akurat dostępna –  mówimy, że „tej to my nie chcemy bo to szczepionka drugiej kategorii, starsza technologia niż te dwie pierwsze”. Najciekawsze, że niektórzy pewnie dopiero po przeczytaniu poprzedniego zdania dowiedzieli o tej innej technologii.

I wreszcie czysta ekonomia, kształtowanie ceny i prawa rynku. Poddając bardzo prostej analizie proces kształtowania cen produktów na rynku – na cenę produktu składa się m.in. koszt jego wytworzenia, dostępność tego produktu na rynku, konkurencja i to za ile nabywca jest gotów ten produkt nabyć . Oczywiście patrząc na kwestie szczepionki na wirusa Covid19, który sieje śmiertelne żniwo na świecie moglibyśmy jeszcze spojrzeć przez pryzmat etyki – ale za każdym produktem stoi firma, w która chce zarobić. Tak więc jak spojrzymy sobie na technologię, wytworzenia szczepionek nr 1 i nr 2 to są one nowocześniejsze ale i zdecydowanie dużo droższe, niż ta zastosowana przy szczepionce nr 3.

Wszystkie te szczepionki mają jednak jeden wspólny mianownik – zabezpieczają przed ciężkim przebiegiem choroby i zgonem pacjenta.

W obliczu tego, że nie mamy na tą chwilę skutecznego leku na tą chorobę, dla mnie to wystarczający argument.

A decyzja oczywiście pozostaje w indywidualnej gestii każdego z nas… zastanówmy się jednak – tak jak w przypadku innych decyzji które w życiu podejmujemy – czy wiemy na czym ta nasza decyzja jest oparta, jest jaka jest jej podstawa.

I odnosząc się do podejmowanie decyzji w biznesie – jeśli na dany moment nie mamy innej alternatywy, a potrzebne jest nam rozwiązanie, które pozwoli nam przetrwać , nie dopuścić do upadku firmy, utraty wszystkiego co mamy – to wybieramy najlepszą dostępną alternatywę, lub taką na którą nas w danym momencie stać.  Robimy tak ponieważ to o co toczy się „gra” jest dla nas znacznie ważniejsze i cenniejsze. Trzeba tylko zadać sobie pytanie: o co dla mnie toczy się ta „gra” , jakie mam dostępne alternatywy i jakie konsekwencje poniosę wybierając lub nie wybierając którejś z nich.

Polecam zastosować do tego proste narzędzie:

Pytania kartezjańskie:

Co się wydarzy jeśli to zrobię ?

Co się wydarzy jeśli tego nie zrobię ?

Co się nie wydarzy jeśli to zrobię ?

Co się nie wydarzy jeśli tego nie zrobię ?

Kończąc,odnoszą się do sytuacji “szczepionkowej” przytoczę powiedzenie które jest ponadczasowe:

„Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma”

 

1 komentarz do wpisu “Osiołkowi w żłoby dano – czyli o tym jak podejmujemy decyzje w życiu …”

  1. Tym wpisem uderzasz w sedno! Basiu, trafna propozycja z pytaniami kartezjanskimi: jak wiesz, czego chcesz, to łatwiej ci podejmować decyzje. Ja na swojej drodze czesto spotykam ludzi, ktorzy nie wiedzą, czego chcą.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz